Argentyna to jeden z najpiękniejszych krajów. Olbrzymie przestrzenie nieskażonej przyrody, sympatyczni ludzie i niemal wszystkie strefy klimatyczne od tropiku północy po arktyczne powietrze południa. Występują tu nigdzie indziej niespotykane osobliwości– olbrzymi wodospad Iguazu, przelewający największe masy wody na świecie, tajemnicze stepy i góry Patagonii, w której życie toczy się bez zbytniej, europejskiej nerwowości, monumentalny lodowiec Perito Moreno spływający swym jęzorem do olbrzymich jezior, Andy - najdłuższy na naszym globie łańcuch górski z takimi perłami jak Cerro Torre czy El Chalten, wschodnie wybrzeże Atlantyku, na którym można prawie dotknąć cielska wieloryba, obserwować polujące orki, czy niemalże brodzić w nieprzeliczonych stadach pingwinów. Niezapomniane są również wieczory przy tradycyjnym asado pod gwieździstym patagońskim niebem, najlepsze na świecie steki i doskonałe argentyńskie wino tinto. Tango, ognisty, wiecznie żywy taniec, nieodłączny towarzysz życia Argentyńczyków. Kto nie widział go w ich wykonaniu, ten nie wie co znaczą te rytmy. To kraj, który od dziesięciu lat, corocznie poznaje i zawsze mam ogromną ochotę tam wrócić, wsiąść na swojego konia i cieszyć się wolnością dzikiej przyrody.
San Carlos de Bariloche – miasto, malowniczo położone na wysokości 770m., na przedgórzu Andów, w sąsiedztwie wielkiego jeziora Nahuel Huapi. Architektura w stylu alpejskim. Doskonała baza wypadowa w rejon północnej Patagonii. Główny ośrodek narciarstwa w Ameryce południowej
Rano wyjeżdżamy w kierunku granicy z Chile, po około 1,5godziny dojeżdżamy na początek spływu. Lekka przekąska, przebieramy się w pianki neoprenowe, dobieramy kaski i wiosła, zaczynamy spływ. Rio Manso znaczy spokojna rzeka, według mnie nie jest to adekwatna nazwa. Trasa naszego spływu będzie przebiegać na odcinku ostatnich dwóch godzin rzeki do granicy z Chile. Pokonanie jej na tym odcinku jest możliwe pontonem ze sprawnym, znającym doskonale rzekę sternikiem. Od lat zaprzyjaźniony jestem z najlepszą według mnie ekipą tutejszych raftingowców, kajakarzy górskich. Są to świetni fachowcy, wielokrotni finaliści ważnych międzynarodowych zawodów w tej dziedzinie. Alejandro, szef ekipy jest często zatrudniany jako sternik w kanionie Kolorado. Poza tym są sympatyczni i bardzo odpowiedzialni. Początkowo, na spokojniejszych fragmentach rzeki uczymy się komend i współpracy w zespole. Rzeka na tym odcinku jest leniwa, co pozwala ze spokojem kontemplować dziewicza przyrodę Andów. Potem wpływamy w partie wodospadów i rapidów, skala trudności III- V, w sześciostopniowej skali. Rzeka zwęża się i gwałtownie rośnie jej szybkość. Tu nie da się udawać wiosłowania, od sprawności zespołu i klasy sternika zależy czy przepłyniemy kolejną kataraktę w pontonie, czy obok niego. Za raftem płynie dwóch kajakarzy, ich zadaniem jest obstawa i pomoc w sytuacji krytycznej podczas wywrotki. W niektórych momentach tylko oni są w stanie nam pomóc.
Spływ kajakowy na Rio Manso przebiega na odcinku rzeki w parku narodowym Nahuel Huapi. Krystalicznie czysta rzeka płynie miejscami wartkim nurtem pokonując liczne progi i niewielkie katarakty. Jej temperatura sięga 15 stopni, dlatego też płyniemy w neoprenowych piankach, co chroni przed wyziębieniem podczas licznych wywrotek. Spływ kończymy na wodach malowniczego lago Hess, jeziora ze wspaniałą panoramą na Mt. Tronador – trzywierzchołkowy wygasły wulkan z imponującym lodowcem.. Po nim, lunch i krótka wycieczka do wodospadu Los Alerces, miejsca, na którym Manso zwęża się do kilku metrów i z hukiem spada w 20 metrowy uskok. Wieczór w San Carlos de Bariloche.
Po około 2 godzinach jazdy samochodem dojeżdżamy do estancji zaprzyjaźnionych Indian. Jemy lunch, dobieramy konie i w zależności od umiejętności jeźdźców galopem lub stępem, bezdrożami wiodącymi przez ogromne, otwarte przestrzenie estepy docieramy do Campu Pofo Menuco – naszej bazy wypadowej na następny dzień. Camp Pofo Menuco to niewielkie zabudowania gospodarcze położone tuż obok małej laguny zamieszkałej przez liczne stada ptactwa wodnego. Jest to królestwo strusi i flamingów. Wieczorem ognisko i wino, nocleg pod gołym niebem.
Wycieczka konna na wzgórze Anekon Chico Anecon Chico to stary, dawno nieczynny wulkan. Z jego wierzchołka roztacza się widok rozległej estepy, aż po horyzonty pociętej wąwozami i usianej płaskimi wierzchołkami licznych meset. Na zachodzie w odległości około 250km widać ciemną smugę grani Andów, gdzieniegdzie odbijającą bielą lodowców światło. Powietrze jest tak przejrzyste, że widać nawet odległy o 300km. Wulkan Lanin.Lunch na szczycie
Rano wyjeżdżamy konno do rodziny Jose, gdzie jemy lunch, następnie po około 2 godzinach konnej jazdy przesiadamy się do samochodów i jedziemy do Bariloche. Po drodze mała jaskinia ze starymi malowidłami indiańskimi, dość mocno zniszczona. Nocleg w hotelu.
Miasteczko w środkowej części Patagonii w prowincji Vera Cruz. Jest to doskonała baza wypadowa w rejon parku narodowego Glacieres.Leży u podnóża jednej z bardziej fascynującej grupy górskiej- Fitz Roy i Cerro Torre. Ostre iglice granitowych ścian od dawna przyciągały doskonałych wspinaczy, są świadkami ich zaciekłej rywalizacji , najpierw w zdobyciu wierzchołków, a obecnie w wytyczaniu coraz śmielszych dróg. Zmagania te zostały doskonale zobrazowane w filmie Herzoga- "Krzyk Kamienia". Już dojezdżając z płaskowyżu estepy, naszym oczom ukazuje się bajkowy widok ostrego grzebienia ściany , u jej podstawy wija się białe pola wiecznych lodowców dających początek licznym jeziorom i rzekom.
Przekraczając kilkakrotnie moreny lodowcowe, po około 2 godzinach dochodzimy do obozowiska przy górskim jeziorze powstałym z Lodowca Torre. Przed nami skalne podnóże jednej z piękniejszych górskich iglic - Cerro Torre.
Tego dnia podejdziemy pod wspaniały masyw Fitz Roy, przy dobrej pogodzie, nad Lago Blanca bardzo smakuje lunch. Po lunchu udajemy się w kierunku Chalten , po ok. 3 h jesteśmy w hosteri i do kolacji czas wolny.
Na zachód od jeziora Argentino znajduje się ogromny, spływający jak lodowa rzeka lodowiec Perito Moreno. Wysokość jego frontowej ściany przypominającej mur zamarzniętego wodospadu dochodzi do 60 metrów, raz po raz odrywają się od niej ogromne, wielotonowe bloki lodu z hukiem waląc w taflę jeziora Braso. Fala powstała w wyniku osunięcia się takiej bryły potrafiła zmyć z brzegu obserwujących zjawisko ludzi. Po kilku takich wypadkach teren ogrodzono i wyznaczono granicę, której nie wolno przekraczać. Raz na kilka lat lodowiec nasuwając się na stały grunt tworzy miedzy jeziorami naturalną tamę. Masy lodu nie wytrzymując naporu z hukiem pękają uwalniając miliony hektolitrów spiętrzonej wody jeziora Braso. Obecnie na wskutek globalnego ocieplenia zjawisko to zachodzi coraz rzadziej.
Puerto Madryn - małe portowe miasto u patagońskiego wybrzeża Atlantyku. Jest doskonała bazą wypadowa do zwiedzania półwyspu Valdes, największej depresji Ameryki Południowej – 37m. W tym rejonie na terenie parku narodowego, żyje wiele gatunków fok, ptactwa itp. Z małego portu Piramides wypływamy na poszukiwanie licznie występujących w tym czasie wielorybów Franka. To miejsce, to spotkanie z taka przyroda, jaką się zna z filmów i zdjęć National Geographic.
Wcześnie rano przejeżdżamy samochodem do Puerto Piramides skąd łodzią wypływamy na poszukiwanie wielorybów. O tej porze roku, od niepamiętnych lat w rejonie Piramides przychodzą na świat młode wieloryby. Wieloryby franka to łagodne olbrzymy, obserwować je można z niewielkich odległości, do niedawna jeszcze można było podpływać do nich nurkując z maską i rurka, obecnie na wskutek działań Greenpeace jest to zabronione. Spotkanie z matką i jej 200kg maleństwem jest ciekawym przeżyciem, młode często podpływa bardzo blisko łodzi obserwując z zaciekawieniem ludzi. Po lunchu sesja fotograficzna olbrzymich stad uchatek, słoni morskich itp.
Wodospady Iguazu "Toroba, syn wodza stal nad brzegiem rzeki błagając bogów, aby przywrócili wzrok jego ukochanej, niewidomej księżniczce. W odpowiedzi ziemia pękła gwałtownie, a rzeka spadla do powstałego wąwozu. Potężne fale porwały Torobe, ale księżniczka odzyskała wzrok i była pierwszą istotą ludzką, która zobaczyła wodospad” "Iguazu", to w języku Indian: "wielka woda", nazwa odnosi się również do potężnej rzeki, której uskok tworzy ten jeden z najpiękniejszych wodospadów świata. Jej źródła znajdują się w górach Sierra do Mar w pobliżu Atlantyku. Płynie przez całe terytorium Brazylii, by po przebyciu 1060 km. na granicy z Argentyną i Paragwajem połączyć się z Paraną, siódmą największą rzeką świata. W tym miejscu Iguazu rozlewa się w rozległe koryto szerokości prawie 1 kilometra. Tak dociera do gwałtownego uskoku, który rozwidla rzekę na dwie odnogi. Część wód z ogromną siłą spada tworząc kaskady 270 wodospadów. Największy z nich - "Diabla Gardziel" ma wysokości 80 metrów. Podpływając pod nią małymi motorówkami można znacznie podnieść sobie poziom adrenaliny. Potęga masy wód czyni człowieka i jego okoliczne dzieło nic nieznaczącym, a niestety, zarówno w części brazylijskiej, jak i argentyńskiej w trosce o wygodę licznych turystów starannie przygotowano punkty widokowe i szlaki, niszcząc okolicę kilometrami barierek i betonowych ścieżek. W zalezności od połączeń lotniczych i punktualności przewoźnika spędzamy na lotniskach pol lub caly dzień.
Rano tuż po śniadaniu przejazd z miasteczka w rejon Wodospadów Iguazu, przejazd trwa około 40 minut. Od bram parku narodowego przejazd wąskotorową kolejka turystyczną w rejon Diablo Garganta, największego progu rzeki. Od końcowej stacji kolejki przejście spacerem około pół godziny kładką wybudowaną na rozlewiskach, aż bezpośrednio nad rycząca wodę Diablo Garganta. Powrót do kolejki, po jeździe spacer u podnoża licznych wodospadów. Lunch a po lunchu wycieczka łodzią hybrydową pod wodospady. Po południu powrót do hotelu.
Cena jest kalkulowana jest indywidualnie. Zależy od liczebności grupy, typu zakwaterowania, wyżywienia oraz atrakcji. Prosimy o kontakt z biurem!



